Rozpoznanie późnego stadium

Najczęściej zadawane pytanie, najprawdopodobniej powód dla którego trafiłeś/aś na tę stronkę. No cóż, zasmucę Cię – nie ma objawów wykluczających bądź potwierdzających boreliozę. Można jedynie zgadywać z pewnym prawdopodobieństwem. Objawy grypopodobne czy bóle stawów NIE świadczą o boreliozie. To są objawy zwykłego wystawienia organizmu na działanie CZEGOŚ, bądź też jego osłabienia do tego stopnia, że byle co go łamie w pół. To może być ta choroba, ale może też być coś zupełnie innego.

Wiele osób zgłasza się na forum z pytaniem, jak to jest – nigdy nie miały kleszcza, czują się dobrze, testy mają negatywne a miały rumień. Rozwiązanie tej zagadki jest bardzo proste – jest bardzo często spotykana infekcja grzybicza skóry, która wygląda identycznie jak rumień boreliozowy – „tarcza strzelecka”, czerwony okrąg z bladym wnętrzem. Opisałem to na blogu: http://naturalneleczenie.com.pl/2016/01/08/ringworm-bledna-diagnoza-rumienia-boreliozy/

Pamiętaj – objaw późnej boreliozy są identyczne z objawami kilkudziesięciu schorzeń i przypadłości, z których każde jest od niej o wiele bardziej popularne. Regułą jest, że nieobyty z medycyną człowiek czytając listę objawów dowolnej choroby, znajdzie u siebie 80% z nich. Z tego żyją naciągacze, nie dajcie się naciągnąć.

Choroba może dawać niemal nieskończoną liczbę objawów, w zależności od tego, który narząd zaatakuje. Niemniej te nietypowe objawy są na tyle rzadkie, że zazwyczaj zasługują na oddzielny artykuł w prasie medycznej. Znakomita większość chorych ma objawy ze strony stawów, układu nerwowego, ewentualnie serca. Regułą też są objawy grypopodobne.

Jak odróżnić bakteryjne infekcje stawów od innych schorzeń?

Borelioza atakuje jeden staw, góra dwa. To ją odróżnia od na przykład reumatoidalnego zapalenia stawów, czy innych chorób układowych. Jeśli „strzelają” czy bolą wszystkie stawy, coś dzieje się z organizmem. Jeśli boli jeden czy dwa – możliwe, że siedzą w nim bakterie. Nie jest możliwe, żeby bakterie zaatakowały wszystkie stawy jednocześnie, na dodatek dając tylko nieznaczne objawy.

Borelioza układu nerwowego przebiega często z porażeniem – na przykład następuje paraliż połowy twarzy. Charakterystyczne „skakanie mięśni” czy parestezje (odczucie ciepła lub mrowienia, pojawiające się na skórze w różnych miejscach) świadczą zazwyczaj o innych problemach – jeśli byłyby to problemy boreliozowe, dotyczyłyby jednego konkretnego miejsca. Jeśli „skaczą” wszystkie mięśnie, albo czujemy dziwne uczucia na skórze przemieszczające się po całym ciele, obu nogach, rękach, oznacza to, że problem jest z całym organizmem, przez co wszystkie komórki nerwowe nie pracują jak trzeba. Gdyby to była borelioza, zaburzenia dotyczyłyby tylko tych, które akurat zostały zaatakowane.

Zanim wydasz kasę na badania, zrób następujące rzeczy:

– upewnij się, że prawidłowo się odżywiasz. Braki odpowiednich witamin czy mikroelementów powodują typowe „objawy boreliozy”. W razie wątpliwości badania krwi na takie rzeczy, jak witamina B12, zawartość mikroelementów etc pomogą się zorientować w stanie organizmu – chociaż znakomitej większości popularnych niedoborów nie da się tak wykryć.

– upewnij się, że prowadzisz prawidłowy tryb życia. Jeśli 10 godzin dziennie spędzasz przed komputerem popijając colę na zmianę z kawą i paląc papieroski, znasz przyczynę swoich niedomagań. Nie obwiniaj kosmitów czy boreliozy, sam sobie zawiniłeś/aś.

– upewnij się, że nie masz w mieszkaniu źródła alergii bądź czynnika toksycznego. To może być kot, kurz, pleśń. Nie wiesz jak? Wyjedź na 2 tygodnie i porównaj samopoczucie.

– bardzo częste są przypadki, gdy wszystkie objawy „boreliozy” mijają po zażyciu leków przeciwalergicznych. Dla przykładu, mój ojciec wyleczył „boreliozę” Amertilem. Do tej pory nie wiadomo, na co był uczulony.

– Parę prostych testów na schorzenia reumatyczne i autoimmunologiczne nie zaszkodzi. Te choroby dają identyczne objawy, a uwierzcie mi – są o wiele, wiele częściej spotykane niż borelioza. Między bajki włóżcie historie o tym, jak to ludzie z np toczniem układowym tak naprawdę mieli to schorzenie. To bajeczki wymyślane przez naciągaczy, którzy chcą tym nieszczęśliwym ludziom sprzedać drogie leki na chorobę, której oni nie mają – wykorzystują fakt, że zrozpaczony człowiek (toczeń jest nieuleczalny) chwyta się każdej szansy. Sam kiedyś widziałem, jak jedna „pacjentka” opisywała jak to jej dziecko zostało wyleczone z tocznia terapią na boreliozę, podała oczywiście adres lekarki która tego cudu dokonała. Dziwna sprawa, na innym forum ta sama pacjentka opisywała całkowicie inną chorobę swojego dziecka, która też okazała się boreliozą – i znowu podawała kontakt do „najlepszej lekarki” która na pewno wyleczy to schorzenie…

– bardzo prawdopodobne, że masz nerwicę. To naprawdę ma takie objawy i nie trzeba tu szukać winy w krętkach czy w ufo. Tu niestety trzeba pogrzebać w głowie. Polecam lekturę wątków hipochondrycznych na forach nerwicowych, gdzie ludzie opowiadają, jak pojawiały im się objawy każdej choroby o której przeczytali – i znikały zaraz po tym, jak zrobili test.

Pomogło? Nie? No to robimy IgM + IgG Western Blot.

Jeszcze raz, bez paniki. Ponad 10% Polaków ma pozytywny wynik IgG w jednym bądź kilku pasmach wg krajowego WB. Stąd zresztą biorą się trudności w diagnostyce – antygeny bakterii są bardzo podobne do antygenów naszego organizmu, w szeregu chorób typu autoimmunologicznego wychodzą wyniki fałszywie dodatnie.

Terapia daje bardzo często możliwość weryfikacji. Po pierwsze, jeśli mamy infekcję, wystąpi herx. Jeśli nie wystąpi – albo nie mamy choroby, albo mamy bardzo słabą. I tu uwaga – herx jest bardzo często identyczny z reakcją na antybiotyki, a przy złej interpretacji może np nasilić infekcję opornymi bakteriami w układzie pokarmowym, co też da objaw IDENTYCZNY jak herx.

Ciekawostka o której niewiele osób wie – jeśli podejmiemy terapię, „niewidoczne” krętki obumrą i staną się dla naszego organizmu widoczne, przez co automatycznie negatywny wynik IgM zamieni się w pozytywny. Jest to więc bardzo dobra metoda diagnozy – wykonanie IgM Blot po pewnym czasie od rozpoczęcia terapii (3-4 tygodnie).

Moja dobra rada – jeśli macie coś, co nie ustępuje – nie leczcie tego w Polsce. Odstawcie antybiotyki które wam nie pomagają, odłóżcie trochę kasy i jedźcie do porządnej, prywatnej kliniki zagranicznej. Niejedna osoba wydała już dziesiątki tysięcy lecząc nie istniejącą boreliozę, której nawet nie próbowała potwierdzić testem kosztującym kilkadziesiąt zł. Przy okazji w porządnej klinice zbadają możliwość wystąpienia chorób, o jakich polskim lekarzom nawet się nie śniło – w tym również odkleszczowych.

Ale PRZEDE WSZYSTKIM – zadbajcie o zdrowie. 95% schorzeń znika bez śladu po uzupełnieniu witamin, kwasów tłuszczowych, zlikwidowaniu szkodliwych czynników (ile to osób wyleczyło się z astmy przeprowadzając się tam, gdzie nie ma smogu…), rozpoczęciu racjonalnego odżywiania i zdrowego trybu życia. Niestety, większość ludzi woli siedzieć 10 godzin dziennie przed komputerem, odżywiając się kawą – i szukać magicznej tabletki która rozwiąże ich problemy ze zdrowiem, bo przecież na „coś” muszą być chorzy, nigdy nie uwierzą, że sami doprowadzili się do takiego stanu.