
|
Menu: Strona główna Co to jest borelioza Jak ustrzec się zakażenia i rozpoznać wczesną infekcję "Lista objawów" stanu przewlekłego Czy ja mam późne stadium boreliozy? Jak to się leczy? Naturalne metody "leczenia" Terapia wg dr Budwig - POLECAM Terapia Gersona Jak wzmonić odporność i zdrowo się odżywiać Herx Test Western-Blot Testy PCR O antybiotykach słów parę Rekonwalescencja Historie boreliozy internetowej Hochsztaplerzy i hipochondrycy, czyli pułapki w internecie Zanim pomyślimy o boreliozie... A tu lista niektórych schorzeń dających podobne objawy: Niedobory witaminy D Zespół przewlekłego zmęczenia Niedoczynność tarczycy Kandydoza Chlamydioza Niedobór magnezu Choroby pasożytnicze Schorzenia jelit Witamina B12 |
Na początku zeszłego stulecia niejaki Max Gerson cierpiał na dokuczliwe, nie dające się wyleczyć bóle migrenowe. Podejrzewał, że ma to związek ze sposobem odżywiania. Długo myślał i eksperymentował, aż w końcu opracował dietę, po zastosowaniu której jego bóle migrenowe całkowicie ustały. Ta dieta jest - o dziwo - niemal identyczna z dietą, jaką mają małpy oraz jaką miał człowiek przez 99% czasu swojej ewolucji. Dużo owoców, zwłaszcza soków owocowych, warzywa, orzechy, żadnego mięsa, mleka czy ryb. Wieść o diecie "leczącej migrenę" dzięki gazetom rozniosła się lotem błyskawicy. Tysiące ludzi z powodzeniem wyleczyło swoje bóle głowy zwykłym powrotem do naturalnego sposobu odżywiania. Ale stało się coś jeszcze. Niektórzy ludzie cierpiący na migrenę mieli też inne schorzenia. Jeden z nich miał silnie zaawansowaną gruźlicę, która po prostu znikła po zastosowaniu diety. Sprawa zaczęła się robić głośna, pojawiały się kolejne osoby wyleczone z gruźlicy, jedną z nich był noblista, Albert Schweitzer. Doszło do tego, że jeden z lekarzy rzucił Gersonowi wyzwanie. Zaprosił go do ośrodka, gdzie umierali chorzy na gruźlicę (w tamtych czasach była ona nieuleczalna). Zapowiedział, że jeśli chociaż jeden pacjent uzyska poprawę, uzna on terapię za pożyteczną. W eksperymencie wzięło udział 450 osób z mocno zaawansowaną gruźlicą. W ciągu kilku miesięcy 446 z nich zostało całkowicie wyleczonych. Co było dalej - można poczytać w starych wydaniach gazet z tamtego okresu, bądź w periodykach medycznych. Jedno po drugim sanatoria leczące gruźlicę (czy raczej miejsca gdzie chorzy na gruźlicę umierali) były zamykane po wizytach Gersona, który leczył wszystkich pacjentów. Można się domyślać reakcji środowisk lekarskich - nienawiść, próba zniszczenia wyników pracy, zdyskredytowania. Cóż mieli lekarze zrobić - wizja bezrobocia zajrzała im w oczy. Dalsza część historii jest jeszcze bardziej interesująca, doskonale odzwierciedla ona to, czym stał się nasz gatunek. Wybuchła II Wojna Światowa, Gerson jako jedyny z całej swojej rodziny zdołał uciec (był Żydem). Osiedlił się w Ameryce. I tu zaczynają się problemy. Amerykańscy lekarze nie chcieli żadnej terapii Gersona. Bardzo dobrze im było z zarabianiem kasy na umierających ludziach, ówczesne leki przeciwgruźlicze były bardzo drogie. Dieta? Przestać zarabiać kasę? A w życiu! No cóż, sprawa nie dotyczy tylko gruźlicy. Zaczęły się pojawiać doniesienia o zatrzymaniu, a nawet całkowitym cofaniu się procesów nowotworowych u osób stosujących tą dietę. Gerson długo zajmował się tym zagadnieniem, doskonalił swoją metodę. Doszedł do tego, że potrafił wyleczyć niemal kazdy rodzaj nowotworu. Naiwny... uwierzył, że lekarze zainteresują się jego odkryciami. Zjawił się nawet na kongresie wraz z grupą osób, które zdaniem lekarzy od dawna powinny nie żyć z powodu zaawansowanych procesów nowotworowych, ale jego terapia została przegłosowana. Jak obecnie wygląda sprawa terapii Gersona? Wszyscy lekarze jak jeden mąż twierdzą, że nie działa, chociaż są niezbite dowody na to, że owszem, leczy ona raka. Przeprowadzono badania - wzięto pod lupę wszystkich pacjentów z czerniakiem złośliwym kliniki prowadzonej przez wnuczkę Gersona w Meksyku (w Stanach Zjednoczonych za stosowanie tej terapii idzie się do więzienia, więc lekarze którzy chcą leczyć za jej pomocą muszą to robić poza granicami kraju). Okazało się, że w początkowym stadium terapia daje 100% skuteczności, zaś w stadium mocno zaawansowanym - ratuje życie 40% chorych. Niby nie jest to oszałamiająca skuteczność, ale oficjalna medycyna daje w początkowym stadium około 80%, zaś w zaawansowanym - 6%. Badania przeprowadzono 13 lat temu, w 1995 roku. Od 13 lat wiadomo, jak leczyć raka. Przez 13 lat żadna klinika lecząca raka oficjalnymi metodami nawet nie próbowała zainteresować się wprowadzaniem tej terapii. Dlaczego? Bo jest ona ZA DARMO. Nie da się jej opatentować, nie da się na niej zarabiać. Jeden dzień w amerykańskiej klinice onkologicznej kosztuje 15 000 dolarów, oczywiście bez żadnych badań i leków, po prostu miejsce na łóżku. Kroi się ludzi z kasy aż miło, no cóż - nie mają oni wyjścia, przecież właśnie umierają. Na czym polega ta cudowna metoda? Może najpierw opiszę samą dietę. Ta dieta to nic innego, jak najzwyklejsze w świecie całkowite wyeliminowanie z diety soli, mięsa, mleka. Wyrzucamy wszystkie produkty zawierające sól. Jemy owoce, warzywa, orzechy, jeśli pieczywo to tylko z pełnego przemiału. Dużo soków owocowych, nawet bardzo dużo - ale nie tych ze sklepu. Wyrzucamy wszystkie konserwanty, używki, cukier. Z tłuszczy tylko olej lniany. To wszystko. Takie coś sprawiło, że ludzie umierający na gruźlicę wstawali z łóżek i wracali do normalnego życia, dziury w płucach najzwyczajniej zarastały. Można to sprawdzić w dowolnej gazecie z tamtego okresu, pisały o tym wszystkie. Potem dopiero nastała lekarska zmowa milczenia, żeby nie tracić kasy którą można wyciągnąć od umierających ludzi. Aha, owoce i warzywa powinny być hodowane metodami naturalnymi, to co mamy obecnie w sklepach to półsyntetyczne produkty które wyrosły na glebach całkowicie wyjałowionych z minerałów przez wieloletnią eksploatację. Rośliny hodowane "ekologicznie" mają kilkakrotnie nawet wyższą zawartość witamin i soli mineralnych od tych hododowanych masowo. Warzywa gotujemy BEZ WODY, we własnym sosie, w garnku nie aluminiowym, z dobrze dopasowaną pokrywką. W zasadzie bardziej je dusimy niż gotujemy. Większość warzyw i owoców powinna być jedzona na surowo, wszystko drobno starte (nie na metalowych tarkach, metal jest zabójczy dla niektórych witamin - co zresztą wszyscy chyba wiedzą). Wg Gersona, w sokowirówkach na skutek różnicy ładunków elektrycznych następuje zniszczenie enzymów oksydacyjnych. Jest to pewien problem, jako że ciężko dostać maszynę w której można uzyskać właściwy sok. No cóż, trudno - jak się nie ma co się lubi... To chyba tyle, jeśli chodzi o zastosowanie terapii w leczeniu boreliozy. Zwykła dieta bogatopotasowa, niskobiałkowa, niskosodowa, niskotłuszczowa, przywracająca w organizmie właściwy stosunek jonów sodu i potasu. Szczerze polecam, na pewno nie zaszkodzi. W końcu to tylko owoce i warzywa, przy usunięciu soli. Zwykły powrót do diety naszych przodków. Teraz dodam parę słów na temat leczenia nowotworów. Na czym wg samego Gersona polegał "cud" tej terapii? Wypłukiwał on z ciał pacjentów sód za pomocą dużej ilości soków owocowych, jednocześnie uzupełniając potas. Wszystkie nowotwory mają jedną cechę wspólną - komórki rakowe oddychają beztlenowo (tak, to nie jest literówka). Jeśli zmusi się je do oddychania tlenowego, odzyskują one zdolność apoptazy, popełniania samobójstwa. I robią to. Uregulowanie stosunku sodu do potasu (który większość z nas ma zaburzony) sprawia, że komórki odzyskują swoje naturalne zdolności, a guzy nowotworowe obumierają dosłownie w oczach. Guz ważący kilka kilogramów potrafi niemal całkowicie zaniknąć w 2 tygodnie. Problemem jest to, że obumarcie tak dużej ilości komórek jednocześnie może zatruć organizm do tego stopnia, iż nastąpi po prostu marskość wątroby. Jak widać, nie wystarczą tutaj same owoce i brak sodu. Trzeba uzupełnić potas. Do tego dochodzi wiele innych czynników - pacjentom podaje się tzw zupę hipokratesa (jeden z pierwszych środków leczniczych, stosowanych długo przed naszą erą - teraz dopiero do niego wracamy), bardzo dużo jodu, hormonów tarczycowych. Niezbędne jest przeprowadzanie lewatyw z kawy, aby odciążyć wątrobę. Potas to mieszanka: 10 % roztwór glukonianu potasu, fosforanu potasu (jednozasadowego) i octanu potasu. Hormony tarczycy i jod najpewniej mają zwiększyć metabolizm komórek (taka jest zresztą ich rola w organizmie). |