Stwardnienie rozsiane, toczeń i SLA

Szarlatani dość często wmawiają chorym na te choroby, że to tak naprawdę borelioza i jedyny ratunek, to leczyć się w ich prywatnych gabinetach. Tonący chwyta się brzytwy. Niestety, można z całą niemal pewnością stwierdzić, że to nieprawda. W medycynie nie lubimy mówić „zawsze” i „na pewno”, ale w tym wypadku mamy kilka dowodów tak mocnych, że ciężko o lepsze. Oczywiście nie ma możliwości, by stwierdzić że nigdy nie zdarzyło się, by były błędne diagnozy, ba, takich błędnych diagnoz było w historii medycyny z pewnością sporo, ale tu mowa o twierdzeniach, że te choroby niemal zawsze wywołane są krętkami.

Nowa Zelandia. Wyspa, która była oddzielona od reszty świata tak długo, że stworzyła własny ekosystem. W tym ekosystemie nie ma boreliozy. Tak po prostu. Nie istnieje tam gatunek kleszcza, który byłby w stanie przenosić bakterie. Chcąc uzyskać negatywne wyniki podczas sprawdzania skuteczności testów w badaniach klinicznych, bada się próbki krwi dawców z Nowej Zelandii, mając pewność, że nie znajdą się w nich przeciwciała.

Oczywiście zawsze będzie kilka osób, które zaraziły się podczas wycieczki zagranicznej, będzie też kilka, które osiedliły się tam już chore. Ale właśnie, kilka. Odsetek chorych na boreliozę jest tam setki, może nawet tysiące razy niższy niż w Europie.

Chyba jest już jasne, do czego zmierzam. Gdyby któraś z wyżej wymienionych chorób była bardzo często wywoływana przez boreliozę (czy wręcz niemal zawsze, jak twierdzą niekiedy szarlatani), byłaby w Nowej Zelandii dużo rzadsza albo niemal nieznana.

https://www.msnz.org.nz/wp-content/uploads/2017/08/Prevalence-of-MS-in-New-Zealand-Final.pdf

Dokładna analiza wykazała, że w Nowej Zelandii na stwardnienie rozsiane choruje 71,9 osób na 100 000.

https://n.neurology.org/content/90/15_Supplement/P1.140

Podobna analiza w USA wykazała, że choruje tam 46,3 osób na 100 000.

Różnica bierze się z położenia geograficznego, choroba ma bardzo silny związek ze słońcem, osoby żyjące w obszarach gdzie tego słońca jest mniej, czyli narażone w dzieciństwie na niedobór witaminy D3, chorują znacznie częściej.

Toczeń układowy. Nie dotarłem do danych porównujących regiony w obecnych czasach, ale badanie z roku 1983 wykazało, że ludzie chorowali na to dość często:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/6625702

Stwardnienie boczne zanikowe. Tutaj ciężko o dane z Nowej Zelandii, ale jest coś nawet lepszego. Było podejrzenie, że antybiotyk stosowany w leczeniu boreliozy może spowolnić rozwój SLA, blokując odkładanie pewnego białka, które uważano za jeden z czynników choroby. Przeprowadzono próbę kliniczną, w której pacjenci przez rok mieli codziennie robione wlewy z biotraksonu. Nikt nie wyzdrowiał, było bardzo nieznaczne, na granicy błędu statystycznego spowolnienie choroby, czyli to, czego można się spodziewać jeśli biotrakson zablokował odkładanie się tego białka.

http://naturalneleczenie.com.pl/2016/12/02/antybiotyki-w-terapii-stwardnienia-bocznego-zanikowego/

Przykro mi, historie o tym, że SM, SLA czy toczeń są boreliozami okazały się zwykłymi bajkami, wymyślonymi żeby wyciągnąć z ludzi kasę. Często można przeczytać w internecie, jak to jakaś klinika czy gabinet lekarski mają wspaniałe rezultaty leczenia, wyciąga ludzi z tych chorób antybiotykami. Ale jeszcze ani razu nie zdarzyło się, żeby pokazali światu dokumentację medyczną.

Dla odmiany, opisałem metody alternatywne, które faktycznie mają jakieś uzasadnienie w badaniach naukowych, a nie tylko w chęci okradzenia chorych:

http://naturalneleczenie.com.pl/2018/02/28/stwardnienie-boczne-zanikowe/

http://stwardnienie.naturalneleczenie.com.pl/