Pułapki w internecie

Większość ludzi woli raczej umrzeć, niż pomyśleć. I tak zresztą robią. Bertrand Russell

Dopóki nie skorzystałem z internetu, nie wiedziałem że na świecie istnieje tylu idiotów. Stanisław Lem

(w nawiasie tylko powiem, że publikacja tej strony odniosła wyraźny skutek – otrzymałem kilka wiadomości z pogróżkami i groźbami pobicia. Chyba komuś przeszkadzam kręcić biznes na ludzkim nieszczęściu)

Oczywiście pisząc te „herezje” dostanę się pod silny ostrzał osób, które uważają, że mają boreliozę – i żadna siła na świecie nie wmówi im, że jest inaczej. Leczą się już rok, dwa lata, trzy żadnej poprawy, żadnego herx, ale trwają przy swoim. Jest to swego rodzaju pułapka psychologiczna. Jeśli zmusi się kogoś, żeby zrobił z siebie głupka, będzie bronił swojej decyzji – aby nie wyjść na idiotę, Im dłużej z siebie robi głupka, tym mocniej musi bronić – bo na tym większego idiotę wyjdzie. Na koniec jest to niemal fanatyzm. W ten sposób działa większość sekt – wymuszają głupie zachowanie na swoich ofiarach, żeby wymusić wierność. Opisano to na wikipedii:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Technika_%E2%80%9Estopa_w_drzwiach%E2%80%9D

Największe dwie pułapki, to nieoficjalne testy oraz polski internet. Wynik testu najlepiej wyrzucić do kosza.

Dość groźna pułapka to firmy farmaceutyczne, które za wszelką cenę starają się ludziom z np chronicznym zmęczeniem wmówić boreliozę i skłonić do kupowania droooogich antybiotyków. Często słyszy się argument o „niedokładnych testach Western Blot”, bo wykrywają chorobę tylko w kilkudziesięciu procentach przypadków. Zazwyczaj „zapomina” się dodać, że dotyczy to tylko pierwszych tygodni po zarażeniu, w późnym stadium choroby skuteczność western blotów jest niemal stuprocentowa.

Jedna z najgroźniejszych pułapek to zbiorowisko hipochondryków i hochsztaplerów, czyli forum gazeta.pl (uwaga – tekst pochodzi sprzed wielu lat, możliwe, że już gdzieś się przenieśli). Krew się w żyłach mrozi gdy człowiek widzi, co tam się dzieje. „Chorzy” leczą się po kilka czasem lat, nie mając w ogóle zrobionych ŻADNYCH testów, albo mając we wszystkich wyniki negatywne, nawet w kilkakrotnie robionym PCR (co dziwi, jako że PCR zawsze za którymś razem wyjdzie pozytywny, nawet jeśli wyślemy do badania wodę zabarwioną farbkami plakatowymi). Rekordzistka to lecząca się już rok kobieta, która zrobiła SIEDEM różnych badań, we wszystkich uzyskała wyniki negatywne. Nie muszę dodawać, że leczenie nie przyniosło spodziewanych rezultatów? Nie licząc oczywiście kompletnie rozwalonej wątroby.

Pozwolę sobie dosłownie zacytować wypowiedź jednego z typowych bywalców forum gazeta.pl:

Byłem u jednego lekarza, powiedział że to na pewno nie jest borelioza. Poszedłem do specjalisty zakaźnika, wyśmiał mnie i mało uprzejmie powiedział, że to na pewno inna choroba. Poszedłem do czołowego specjalisty w Warszawie. Powiedział, że on do Nowego Jorku na konferencje poświęcone boreliozie lata i na piśmie może mi dać, że boreliozy nie mam.

Ratujcie, gdzie ja w tym kraju mam moją boreliozę leczyć? Lekarze nie chcą pacjentom pomagać.

Sytuację doskonale wykorzystują niektórzy paralekarze – w normalnym kraju w ciągu tygodnia straciliby uprawnienia, ale u nas nigdy nie będzie normalnie. Wmawiają ludziom, że to na pewno borelioza, że trzeba leczyć… i płacić. Najgorsze, że niektórzy krzywdzą swoich najbliższych. „Specjalna” terapia przeciw boreliozie jest niezwykle szkodliwa, w niektórych przypadkach wręcz gorsza w skutkach od nieleczonej boreliozy. Jest też bardzo kosztowna – a te pieniądze ludzie mogliby przeznaczyć na kompleksowe badania, które mogą uratować im życie.

Widziałem tam już matkę, którą „mądrzy” namówili do zastosowania długotrwałej terapii antybiotykowej dla swojego małego dziecka, tylko dlatego że było nieco chorowite. Ich „specjalny” lekarz przepisze antybiotyk, po co wydawać kasę na testy… To dziecko najprawdopodobniej zostanie kaleką do końca życia.

Widziałem kobietę, która swojego ciężko chorego męża torturowała antybiotykiem, chociaż wynik testów był negatywny, zaś objawy nie świadczyły o boreliozie. Mąż ma sporą szansę że nie przeżyje terapii, a kasę którą kobieta wyrzuciła do śmietnika (czy raczej oddała szarlatanom) można było przeznaczyć na kompleksowe badania w specjalistycznej klinice zagranicznej.

Widziałem wiadomości w stylu „ugryzł mnie kleszcz, mam czerwoną plamkę (taką, jaka zawsze występuje po ugryzieniu kleszcza – mój przypisek) oraz komentarze „miałeś kleszcza, masz rumień, po co Ci testy”.

Widziałem przygłupów nie potrafiących sklecić zdania w swoim ojczystym języku, którzy uważali się za mądrzejszych od lekarzy – i radzili, żeby nie tracić kasy na test tylko wlać w siebie antybiotyk (u znajomego lekarza, który przepisze bez testu… za odpowiednią opłatą).

Widziałem kasowane posty sugerujące, że to niekoniecznie borelioza, że to może być jedna z 10 000 chorób dających podobne objawy, że może badania… widziałem użytkowników usuwanych gdy ośmielili się powtarzać takie herezje.

Na koniec zaś, widząc że dziesiątki i setki osób leczą boreliozę bez efektu, ci ludzie dochodzą do wniosku, że to straszna, niemal nieuleczalna choroba. Jakoś nikomu do głowy nie przyjdzie że coś tu jest nie tak – dziesiątki osób leczą się w ogóle bez żadnych badań albo z wynikiem negatywnym, kolejne dziesiątki z granicznym, tylko kilka z pewnym rozpoznaniem – i w zasadzie tylko ci mają poprawę. Z reguły poprawę błyskawiczną. I oczywiście jedyne co potrafią wymyślić, to teorię o spisku lekarzy.

Aby nie być gołosłownym, statystyka osób które podjęły leczenie i wytrzymały parę miesięcy (a więc nie liczę tych, które zrezygnowały po miesiącu):

– rozpatrujemy grupę 23 osób które odpowiedziały na ankietę – niestety, zabrakło w niej pytania o to, czy mówimy o przewlekłej borelce czy może o rozpoznaniu poprzez rumień

– 12 z nich notuje jakąkolwiek poprawę – przy czym rzadko jest to poprawa taka, jakiej należy oczekiwać przy leczeniu boreliozy

– dwie osoby leczą się wiele miesięcy mając 7 różnych badań z wynikiem negatywnym (całkowity brak poprawy)

– tylko 8 osób na 23 miało pozytywny wynik testu Western Blot, z czego 6 notuje bardzo wyraźną poprawę

– 2 osoby z wątpliwym Western Blot nie notują żadnej poprawy

– 6 osób ma negatywny wynik Blota, z czego jedna miała wyraźny rumień (a blot wykonano zbyt wcześnie). Nie licząc tej osoby, na 5 osób które podjęły leczenie z negatywnym blotem jedna ma jakąkolwiek poprawę. Pozostała czwórka nie zamierza przerwać trwającego już wiele miesięcy leczenia, chociaż czują się dzięki niemu tylko gorzej. Tak, to prawda – w 80% przypadków opinia „życzliwych” na forum była błędna a lekarzy słuszna, chociaż polski WBR jest chyba najmniej dokładny z możliwych! (to było w czasach, gdy w naszym kraju niemal żadne laboratorium nie robiło dobrych testów) Ale przecież to wina spisku lekarzy i w końcu leczenie musi przynieść efekty, prawda?

– 8 osób podjęło leczenie wyłącznie na podstawie testu PCR. 3 z nich notuje poprawę, niestety znowu brak danych odnośnie tego, czy była to chroniczna borelioza, czy może mieli wcześniej rumień. Tak czy tak, 5 osób które po pozytywnym teście PCR nie notuje poprawy, to przypadki podejrzenia boreliozy przewlekłej. Nie zamierzają przerwać leczenia.

Na koniec – HIT SEZONU! Niektórzy po roku bez poprawy zaczęli coś podejrzewać, więc pseudolekarze żerujący na ludzkim nieszczęściu wyszli z hasłem – „nie wyleczysz boreliozy póki nie wyleczysz koinfekcji!”. Oczywiście ciemny lud to kupił. Dostali do ręki listę chorób o tajemniczych, groźnych nazwach, które trzeba zbadać i wyleczyć, oczywiście płacąc za to bardzo grubą kasę wiadomym firmom i lekarzom, a po ich wyleczeniu, za jakieś dwa lata, z pewnością uda się pokonać tą straszną boreliozę. Nikomu jakoś w mózgu nie zaświtało, że jeśli sprawcą złego samopoczucia jest inna infekcja, a leczenie bb nie przyniosło rezultatu, to od samego początku leczą nie tę chorobę…

Dość często wmawia się tam ludziom babeszjozę. To nic, że według oficjalnych statystyk w Polsce było do tej pory tylko kilka przypadków, oni WIEDZĄ, że chorych są dziesiątki tysięcy, tylko ten spisek lekarzy i naukowców stara się to ukryć, z sobie tylko wiadomych powodów – zapewne po to, by nie zarobić na leczeniu. Tylko kilku lekarzy umie to leczyć i diagnozować, na forum można dostać namiary, potem robi się test za kilkaset zł, który co drugiej osobie wychodzi dodatni – i pozostaje tylko wydać kilka czy kilkanaście tysięcy na leki. A jak nie pomogą… poszuka się innej „koinfekcji”.

Śmieszne w tym jest to, że babeszjozę można wykryć testem kosztującym 5-10 zł. Prosi się laborantkę o zrobienie rozmazu krwi z barwnikiem Giemsy, jeśli ktoś choruje na babeszjozę, to ją po prostu widać, ten test jest nieomylny. Ciekawa sprawa, że na forach nie poleca się pacjentom tego taniego, w 100% skutecznego testu, tylko jakiś specjalny, nieoficjalny, robiony w tej samej klinice gdzie pracuje pseudolekarz sprzedający ludziom leki na babeszjozę, test kosztujący kilkaset zł. Chyba wiem, czemu tak się robi…

Jednym słowem, fora internetowe i grupy facebookowe to miejsce którego należy unikać za wszelką cenę. Można powiedzieć, że realizuje się tam coś, co określę jako darwinizm społeczeny. Jeśli ktoś jest na tyle głupi, żeby wyżej cenić zdanie Goździkowej niż opinię lekarza – specjalisty, który wyleczył już tysiące osób – jego problem. Za to gdy namawia innych do tego samego, albo co gorsza bawi się zdrowiem swojego dziecka, przestaje to być jego osobistym problemem…