Przyczyny popularności teorii spiskowych.

Przeglądając internet, nie można oprzeć się wrażeniu, że w ostatnich latach niezwykle popularne stały się wszelkiego rodzaju spiskowe teorie medycyny. Nagle tysiące ludzi umie leczyć raka, wie więcej o szczepionkach od ludzi, którzy te szczepionki wymyślili, są ekspertami od kardiologii, dietetyki… wszystkiego. Z reguły im bardziej zagadnienie jest skomplikowane, z tym większą pewnością wypowiadają się internetowi eksperci. Nie inaczej jest w przypadku boreliozy.

Można zaryzykować twierdzenie, że za ten stan rzeczy odpowiada kilka mechanizmów psychologicznych. Ciężko dokładnie opisać ich działanie, ale myślę, że analogie do częściej spotykanych sytuacji pozwolą spojrzeć na zagadnienie z jaśniejszej perspektywy.

Przede wszystkim, ludzie lubią uważać się za ekspertów. Jedynie naprawdę mądre osoby otwarcie przyznają się, że czegoś nie wiedzą. Dlatego właśnie oglądając mecz piłki nożnej, co drugi kibic wiedziałby lepiej od selekcjonera, jaką wybrać drużynę, a często gęsto również zagrałby lepiej od zawodników. Gdyby dać im prawdziwą piłkę, prawdopodobnie zabiliby się o nią w pierwszych minutach gry, nie potrafiliby też dobrać drużyny do gry z kolegami po pracy, ale przed telewizorem są najmądrzejsi.

Niemal wszyscy są też wybitnymi politykami i ekonomistami, bez trudu diagnozują przyczyny problemów finansowych kraju i są w stanie podać doskonałe rozwiązania. W trochę mniejszej skali, doskonale potrafiliby prowadzić firmę swojego szefa, gdyby tylko mieli pieniądze na założenie takowej. W rzeczywistości przerasta ich ułożenie budżetu domowego.

Druga składowa, z której wynika popularność spisków, jest dość podobna. Ludzie lubią czuć się ważni i dobrzy. To jeden z silniejszych czynników, które wpływają na podejmowane przez człowieka decyzje. Mieć wewnętrzne przeświadczenie, że robi się coś ważnego, co przysłuży się innym ludziom. W ten sposób można usprawiedliwić przed samym sobą nawet największe zbrodnie, to było jedno z częściej powtarzających się usprawiedliwień podczas procesów w Norymberdze, gdzie sądzono zbrodniarzy hitlerowskich – „starałem się stworzyć lepszy świat”. Skoro człowiek potrafi sam przed sobą usprawiedliwić ludobójstwo, wmówienie sobie, że ma się rację w tematach związanych z medycyną jest banalne.

Antyszczepionkowcy nie tylko wiedzą więcej o immunologii od ludzi, którzy otrzymali w tej dziedzinie nagrody Nobla, oni walczą ze złymi koncernami, ratują dzieci. Ludzie leczący raka wodą utlenioną uważają, że dzięki ich staraniom ludzkość w końcu pozbędzie się tej choroby.

Osoby wierzące w spisek boreliozowy nie tylko w swoim własnym mniemaniu są mądrzejsze od wszystkich lekarzy i naukowców z całego świata, ale też poczuwają się do misji ratowania tego świata przed epidemią.

Niekiedy dochodzi też trzeci czynnik, psychologiczny mechanizm manipulacji zwany „stopa w drzwiach”. Dokładniej opisano to na wikipedii:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Technika_%E2%80%9Estopa_w_drzwiach%E2%80%9D

W skrócie – jeśli zmusimy kogoś do zaangażowania, na przykład do zapłacenia pewnej sumy pieniędzy, czy na badania, czy na terapię – taka osoba będzie sama przed sobą próbowała usprawiedliwić swoją decyzję, wmawiając sobie, że była ona racjonalna. Im większe zaangażowanie (na przykład więcej wydanych pieniędzy), tym mocniejsza wewnętrzna potrzeba samousprawiedliwienia, aż do stadium, gdy można mówić o kompletnym wypraniu mózgu, taki człowiek jest niczym członek sekty. Gdyby w końcu przyznał się sam przed sobą, że się pomylił, musiałby jednocześnie przyznać, że oddał szarlatanom sporo pieniędzy, czy mówiąc językiem kolokwialnym – że jest skończonym frajerem.

Tu naprawdę nie odkryłem Ameryki, antyszczepionkowcy, ludzie od chemtrails, zatrucia rtęcią, pasożytów, candida, homeopataii, wszystkie niemal nurty alternatywnej medycyny mają wspólne dwa pierwsze punkty, a spora część również trzeci:

  • wmawianie sobie, że jest się mądrzejszym od naukowców, bo zobaczyło się film na youtube i przeczytało bloga
  • wmawianie sobie, że ratuje się świat
  • zaangażowanie finansowe, które sprawia, że trudniej przyznać się do błędu

Pamiętam jednego uczestnika forum „candida”, w czasie gdy była ona na topie, potem zdetronizowana przez chlamydię, a obecnie boreliozę. Mechanizm był ten sam – co druga choroba to tak naprawdę kandydoza, my to wiemy, a głupi lekarze i naukowcy nie, ratujemy przed nimi ludzi!

Człowiek ten regularnie robił sobie lewatywy z dodatkiem różnej chemii, żeby pozbyć się urojonej kandydozy jelita grubego. Jak zaczynał terapię, miał lekkie problemy, wzdęcia i rozwolnienia. Po kilku miesiącach był już wrakiem człowieka, z kompletnie zniszczonym jelitem i zagrożeniem perforacją. Ale dalej to robił, bo jakby przestał, musiałby sam przed sobą się przyznać, że zniszczył sobie zdrowie i doprowadził na skraj śmierci. Na wszelkie próby przemówienia mu do rozsądku reagował jak fanatyk religijny. Zresztą… chyba nim był, tyle, że wierzył w świętą candidę.